GDY NACZYNIA WOŁAJĄ O POMOC

Pracujesz na nią latami – paląc, prowadząc siedzący tryb życia, jedząc byle co i byle gdzie, nie lecząc cukrzycy i lekceważąc wysokie ciśnienie. Blaszka miażdżycowa odkładająca się w tętnicach może w pewnym momencie pęknąć i spłatać ci figla. Wtedy do akcji wkraczają często balonik i sprężynka, czyli angioplastyka. To podstawowa metoda leczenia chorych z zawałem serca, której celem jest udrożnienie naczyń krwionośnych bez konieczności operacyjnego otwierania klatki piersiowej. Angioplastykę można też zaplanować, czyli zastosować prewencyjnie w celu złagodzenia bólu w klatce piersiowej oraz by zminimalizować ryzyko czy wręcz zapobiec zawałowi.

 

Czas to mięsień

Udrożnienie tętnicy mięśniowej powinno nastąpić jak najszybciej by zawał spowodował jak najmniejsze szkody w mięśniu serca. Po angielsku o tym czasie mówi się „od drzwi (pacjenta) do balonika” („door-to-baloon”). Angioplastyka polega na wprowadzeniu w zwężoną tętnicę cewnika (czyli cienkiej, giętkiej i pustej w środku rurki) zakończonego specjalnym balonem, co odbywa się pod kontrolą RTG. Balonik jest ustawiany w samym środku zwężenia i pompowany przy użyciu pompki. Gdy się powiększa, blaszka miażdżycowa jest wpychana w ściany naczynia. W ten sposób naczynie się rozszerza, przez co krew może swobodniej przez nie przepływać.

Rusztowanie, czyli stent

Angioplastyka często łączy się ze wszczepieniem stentu – metalowej sprężynki, która pełni w naczyniu rolę rusztowania, czyli podpory utrzymującej rozszerzenie naczynia i zmniejszającej możliwość jego ponownego zwężenia. Zabieg trwa zwykle ok. pół godziny, w przypadkach trudniejszych może się wydłużyć do dwóch godzin.

Po zabiegu trzeba regularnie stosować przepisane leki, ale przede wszystkim żyć tak, by nie narażać się na nawroty choroby. Niech nie zwiedzie nas myśl, że skoro raz się udało, lekarze są w stanie zawsze skutecznie pomóc. Nie zmieniając stylu życia i zgubnych przyzwyczajeń można bowiem zniweczyć efekty ich pracy, a sobie nieodwracalnie zaszkodzić.